lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
PAŹDZIERNIK 2004
nr 1/2004

Ksiądz Michał Sopoćko, jakiego znałem i pamiętam

Przed kilkunastu laty, na początku mojego zakonnego życia uczestniczyłam w rekolekcjach prowadzonych przez ks. Prałata Stanisława Strzeleckiego w naszym Domu Generalnym. Kiedy sięgam pamięcią do tamtych dni, bardzo wyraźnie rysuje mi się obraz kapłana, który z wielkim wzruszeniem, udzielającym się słuchającym, opowiadał o Ks. Michale Sopoćce, jako swoim profesorze, wychowawcy, spowiedniku, ... apostole Bożego Miłosierdzia. Szczególne wrażenie zrobiło na mnie opowiadanie o jednym z ostatnich spotkań z Ks. Sopoćką, tuż przed jego śmiercią, gdy prosił ks. Strzeleckiego o zaangażowanie się w szerzeniu kultu Bożego Miłosierdzia i spotkał się z odmową z jego strony, jednak nie na długo. Jak wspominał potem ks. Strzelecki, momentem zwrotnym dla niego był dzień pogrzebu Ks. Sopoćki. Decyzja musiała dojrzeć, by zaowocować.

Książka Ksiądz Michał Sopoćko jakiego znałem i pamiętam, to niczym spłacenie długu wdzięczności wychowanka względem swego Wychowawcy. Pozycja ta wyrosła z potrzeby serca samego autora. Nie jest zwykłą, suchą biografią. To splot dwóch, będących w symbiozie życiorysów: Sługi Bożego Ks. Michała Sopoćki i autora książki, ks. Prałata Stanisława Strzeleckiego. Historia ich wzajemnego oddziaływania na siebie w podążaniu drogą za Najmiłosierniejszym Zbawicielem, począwszy od lat seminaryjnych po szlak kapłańskiego posługiwania, która nie skończyła się wraz ze śmiercią Ks. Sopoćki. Jego przejście do wieczności było dla autora jakby startem w dalsze, samodzielne stawanie się narzędziem Bożego Miłosierdzia.

Miałam okazję, choć w minimalnym stopniu, śledzić powstawanie omawianej pozycji. Większość tekstu, to niemalże przedruk notatek z dawnych lat, bardzo starannie czynionych przez ks. Prałata w kieszonkowych kalendarzach, które dziś stanowią bezcenną pamiątkę. Zatem jest to spojrzenie z perspektywy czasu na autentyczne wydarzenia, z komentarzem wzbogaconym życiowym doświadczeniem autora.

Książka przedstawia obraz ówczesnego środowiska w wielu aspektach, jednak zgodnie z tytułem, na pierwszy plan wysuwa się postać Sługi Bożego Ks. Michała Sopoćki. Ks. Strzelecki odsłania Go takim, jakim był na co dzień w relacji do innych wykładowców i wychowawców w Seminarium, a także do alumnów jako profesora, wychowawcę, spowiednika, przyjaciela, człowieka umiejącego "po ludzku" podchodzić do codziennych spraw. Charakteryzując swojego Profesora, podkreśla nade wszystko wielkie zaufanie Ks. Sopoćki względem Miłosierdzia Bożego i pobudzanie do takiego zaufania innych ze swojego otoczenia. Wiele uroku tym wspomnieniom dodają cytowane zwroty, powiedzenia, używane często przez Ks. Sopoćkę.

Dodatkowym walorem tej książki są dwie przedmowy, napisane przez, w pewnym sensie, bohaterów omawianej pozycji. Mianowicie autorem pierwszej przedmowy jest Ks. Kardynał Henryk Gulbinowicz, który ubogaca obraz Ks. Sopoćki, powracając we wspomnieniach do czasów wileńskich.

Druga przedmowa, będąca wstępem do Wspomnień ma charakter świadectwa poczynionego przez jednego z najstarszych absolwentów Seminarium Duchownego w Białymstoku, ks. Infułata Zygmunta Lewickiego. Warto przytoczyć ostatnie zdania tej wypowiedzi: ".... czytając jego Wspomnienia, które w dużej mierze pokrywają się z moimi własnymi, mogłem jeszcze raz przeżywać swoje kleryckie lata spędzone w Seminarium Duchownym. Może dlatego czytałem niekiedy z bijącym sercem".

Myślę, że książka jest kolejnym dowodem na to, że Sługa Boży Ks. Michał Sopoćko jest postacią wciąż żyjącą w sercach wielu Mu współczesnych i takich dopowiedzeń od czytelników pewnie można by zebrać bardzo wiele.

Z pewnością nie jest dziełem przypadku, że przeszedł pośród nas świadek Bożego Miłosierdzia. Dar od Boga - Sługa Boży Ks. Michał Sopoćko, stał się dowodem, że droga całkowitego zawierzenia Bogu bogatemu w Miłosierdzie, choć trudna, jest możliwa dla każdego z nas. "Prawdziwa wielkość nie potrzebuje ludzkich pochwał i panegiryków - powiedział podczas pogrzebu Ks. Sopoćki ks. Hipolit Chruściel - wystarczy powiedzieć prawdę".

s. Dominika Steć ZSJM