lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
PAŹDZIERNIK 2004
nr 1/2004

Abyś dzień święty święcił

Od stuleci w europejskim kręgu cywilizacyjnym to przykazanie funkcjonowało jako ważne i szczególnie święte. Siódmy dzień tygodnia poświęcony był Bogu i bliskim. Ludzie intensyfikowali swoją religijność, umacniali więzi między sobą, odpoczywali. Wiek poprzedni przyniósł uderzenie w niedzielę na wielką skalę. "Niedziele handlowe", "niedziele czynu społecznego", "niedziele czynu partyjnego" - to wielu z nas pamięta. Ulegająca zeświecczeniu mentalność pozwalała ludziom coraz powszechniej akceptować niekonieczne prace w niedzielę.

Dzisiaj widać to wyraźnie, gdy człowiek przysłuchuje się dyskusji o handlu w niedzielę. Nie chodzi tutaj o zlewicowane media czy różne moralnie lewostronne "autorytety". Lewactwo z religią Chrystusową walczy od dawna i wykorzystuje wszystko, co mogłoby jej w jakikolwiek sposób zaszkodzić. Pozbawienie niedzieli wymiaru świętości i zdegradowanie jej do pustego dnia, w którym do rangi atrakcji urasta "pielgrzymka" do supermarketu byłoby niewątpliwym sukcesem lewicy i kamieniem milowym na drodze totalnej dechrystianizacji. Wielu jednak ludzi - w tym katolików - powtarza lewackie argumenty. A to, że wolność wyboru, że możliwość rodzinnego pobytu w markecie, że w tygodniu nie ma czasu na zrobienie zakupów, itd. itp. A co mają powiedzieć niewolnicy i niewolnice czyli sprzedawcy, którym zachłanność właścicieli i głupota kupujących uniemożliwiają normalne przeżywanie niedzieli? Czy tym, którzy bezmyślnie powtarzają medialne frazy, nie przyjdzie do głów, że optują za niewolnictwem, że pozbawiają niedzieli setki tysięcy ludzi? Czy obłędna chęć zysku i wygodnictwo milionów bezmyślnych konsumentów mogą to usprawiedliwiać? Kiedyś walczono o wolne soboty, a dzisiaj setki tysięcy ludzi zapędza się do harówy w niedziele (!) Argument o "rodzinności" niedzielnych zakupów w marketach zakrawa na płód mentalny idioty. Na czym niby owa "rodzinność" ma polegać? Na łażeniu godzinami z wielkim wózkiem, na odmawianiu dzieciom różnych zachcianek (bo wszystkiego, co by chciały, kupić nie sposób), na dyskutowaniu o nowych promocjach, na ekscytowaniu się zmienionym ustawieniem półek? Naprawdę coś musi nie grać w rodzinie, która swoje integrowanie się uskutecznia w supermarkecie.

Handel niedzielny to aberracja uderzająca w miliony ludzi. Chodzi wszak o rodziny tych, którym odmawia się prawa do przeżywania niedzieli z bliskimi. Ciekawe, że w dobie mocno akcentowanych "praw dziecka", nie pyta się o zdanie dzieci, których matki zdecydowaną większość niedziel spędzają w sklepach. Dobrze by było, gdyby zwolennicy handlowego niewolnictwa wykazali choć trochę współczucia i zrozumieli, że krzywdzą innych.

ks. Marek Czech